Podstawy jerkingu

szczupak_na_jerka

Poprzez obce jeszcze w Polsce pojęcie jerkingu rozumiemy łowienie za pomocą jerków – sztucznych przynęt wykonanych z najrozmaitszych materiałów (drewna, plastiku, pianki specjalistycznej). Są one w odpowiedni sposób dociążone. Zachwycają różnorodnością kształtów. Najczęściej jerki nie posiadają steru, który wykorzystywany jest przy typowych woblerach. Występują zarówno w wersjach pływalnych i niezatapialnych, jak i pływających – z reguły do danej głębokości, oraz tonących – o zasięgu nawet kilkumetrowym. Jerki mają też rozmaitą wagę: od lekkich po bardzo ciężkie. Waga ta z reguły związana jest z wielkością przynęty.
Jerki używane są od bardzo dawna w Stanach Zjednoczonych, z upływem lat znalazły też swoich gorących zwolenników w Europie. W Polsce zdobywają stopniowo coraz większą popularność. Najczęściej kojarzone są z łowieniem szczupaków, jednak mogą być wykorzystywane także w odniesieniu do innych ryb drapieżnych, m.in. sandaczy, okoni i sumów.
Jerki, jak wspomniano już wcześniej, swoją budową przypominają wobler. Mimo że nie mają steru, doskonale dają sobie radę. Jest to wynikiem odpowiedniego kształtu oraz rozmieszczenia dobranego obciążenia. Projektanci jerków niechętnie dzielą się swoimi tajnikami, jednak sama konstrukcja to tylko część sukcesu. Praca przynęt jest uruchamiana za pomocą odpowiednich ruchów wędziska, jest więc bardzo zależna od zachowania wędkarza.
Do grupy jerków zaliczyć można także Twitchbaity, czyli duże woblery posiadające ster. W ich przypadku, oprócz pracy osiąganej standardowo podczas zwijania linki, jest możliwość nadania ruchu za pomocą szarpnięć i pociągnięć, mających za zadanie dodatkowo zwabić drapieżnika. Najczęściej są to przynęty w wersji pływającej.
Kolejna godna zapamiętania odmiana jerków to tzw. Pullbaity. Wyróżniają się kształtem: podłużnym, lekko płaskim. Są bardzo skuteczną formą przynęty. Najczęściej podczas tradycyjnego ściągania nie pracują. Pracę nadaje im się za pomocą podciągnięć wędziska. Jest to propozycja raczej dla osób doświadczonych, ponieważ wiele w przypadku tej techniki zależy od możliwości łowiącego. Temu typowi jerków pracę nadaje się podczas szereg różnych technik, a to na ile szybki będzie to ruch, płytki czy głęboki, delikatny, długi czy krótki… wszystkie te aspekty pozostają tak naprawdę w rękach łowiącego. Wszystko zależy tutaj od pomysłowości i umiejętności wędkarza.
Pullbaity najczęściej pracują w linii prostej, niewiele odchylając się na boki. W połączeniu z kolorystyką są jednak wystarczające, aby sprowokować drapieżnika do ataku. Różnorodność tych przynęt pozwala na niemalże dowolne zastosowanie ich w bardzo różnych warunkach i na wielu typach łowisk. Miłośnicy łowów na szczupaki bardzo często podrasowują sobie te przynęty do swoich potrzeb.
Kolejnymi przynętami należącymi do szerokiej rodziny jerków są zachwycające mnogością kształtów i kolorów powierzchniowce. W zależności od formy, jaką przybierają woblery powierzchniowe pracują na wiele sposobów: mogą pluskać wodę, wyskakiwać ponad wodę lub chować się. Posiadają także szereg usprawnień w postaci skrzydełek, łopatek, łapek itp., które dodatkowo wabią drapieżnika.
Rodzajów jerków jest oczywiście dużo więcej. Przynęt w tej rodzinie jest naprawdę wiele, zdaniem niektórych możemy do tej grupy zaliczyć także specjalistyczne przynęty miękkie.

Skrócony zestaw w połowach

outdoor-1113044_1280

Łowienie za pomocą długiego wędziska ze skróconym nawet o kilka metrów zestawem jest jedną z najskuteczniejszych metod spławikowych.
Nawet, jeśli osoba łowiąca nie posiada wielkiego doświadczenia i wprawy, ma możliwość, by w tym przypadku dokładnie poznać ukształtowanie dna łowiska. Stanowi także duże ułatwienie w wygruntowaniu i precyzyjnych nęceniu oraz prowadzenie zestawu w linii nęcenia. Dużo łatwiejsze w takiej konfiguracji będą skuteczne zacięcia oraz natychmiastowe odprowadzenie zapiętej ryby z łowiska. Jest więc szybciej, poręczniej i wygodniej.
Wędzisko – w przypadku gdy nie startujemy w zawodach wędkarskich – nie musi być dłuższe niż 11 metrów. Ważne natomiast, aby było względnie sztywne. Mówi się, że im bardziej sztywne, tym lepsze, tak naprawdę jednak chodzi o to, by wędzisko nie falowało przy zacinaniu ani przy gwałtownych podmuchach wiatru. Długość topu, czyli szczytowych odcinków, w zależności od głębokości łowiska może być bardzo różna.
W środku dwóch szczytowych części wędziska zamontować należy gumowy amortyzator, który będzie miał za zadanie przejęcie pracy szczytówki, gdy nastąpi konieczność holowania ryby. Jeden koniec amortyzatora powinien zostać zablokowany korkiem rozporowym, drugi zaś należy połączyć za pomocą plastikowego łącznika z haczykiem zaopatrzonym w tulejkę. Ta tuleja posłuży do zablokowania pętelki zestawu.
Grubość amortyzatora jest uwarunkowana wytrzymałością głównej żyłki zestawu oraz tym, jakich ryb spodziewamy się w danym łowisku. Amortyzatory najczęściej sprzedawane są w odcinkach o długości 5 metrów, nawiniętych na szpule. Podczas pracy gumowe elementy powinny swobodnie pracować w szczytowej części wędziska. Nigdy nie należy używać wędziska nasadowego jako „bata”, ponieważ doprowadzi to najpewniej do złamania kija lub nawet utraty jego elementów.
Kule zanętowe należy rzucać jak najbliżej szczytówki. Optymalną odległością jest 0,5 – 1 metra poniżej miejsca wpadnięcia do wody. Nęcenie szczytówki nie jest wskazane, gdyż może się zdarzyć, że nie będzie możliwości przytrzymania zestawu wraz z przynętą nad kulami, a tam właśnie branie powinno być najkorzystniejsze.
Odcinek żyłki pomiędzy szczytówką a spławikiem nie powinien umożliwiać zbędnego luzu. Po zasygnalizowaniu brania przez spławik, zacięcie natychmiast musi zostać przeniesione na haczyk, bez niepotrzebnej straty czasu. Po zacięciu ryba odprowadzana jest z łowiska i odciągana aż do długości, do której sięga zestaw. Żyłka przez cały czas powinna być napięta, gdyż jej poluzowanie najczęściej kończy się odhaczeniem ryby, czego wolelibyśmy uniknąć. Następnie ryba jest naprowadzana do podbieraka.
Technika skróconego zestawu należy do najbardziej aktywnych sposobów łowienia. Zestaw wprowadzany powinien być tuż przed miejscem nęcenia. Sam proces łowienia przebiegać ma na zasadzie stale podtrzymywanej prowokacji. Możliwe sposoby dokonania tego to: m.in. przytrzymywanie przynęty, swobodne jej puszczanie z nurtem (w wodach bieżących), podciąganie pod prąd czy podnoszenie. Im aktywniej, tym lepiej.

Przypony z haczykami – czy warto sięgać po gotowe?

carp-317604_1280

Haczyk to jeden z najważniejszych elementów    wędkarskiego ekwipunku. Każdy wędkarz przywiązuje do prawidłowego wyboru ogromną wagę, chociaż bardzo często zdarza się, że – głównie stawiający pierwsze kroki w łowieniu na spławik – dochodzi do pomyłek i zastosowania niewłaściwego rozmiaru lub typu haczyka. Przyczyną takiego stanu jest, nadal popularny w niektórych kręgach, mit, że haczyk należy dobrać do wielkości ryby.
Takie myślenie jest błędne. Haczyk należy niepodważalnie dobrać do wielkości stosowanej przynęty oraz jej rodzaju.
Bardzo specyficznym rodzajem haczyków są specjalne haczyki przystosowane do połowu na ciasto, posiadające na trzonku sprężynkę bądź też specjalne hali z zadziorami na długim trzonku pomyślane specjalnie pod kątem czerwonych robaków oraz rosówek. Po latach prób zwykle każdy wędkarz metodą prób i błędów dochodzi o określenia kilku czy kilkunastu pewnych haczyków wybranych firm. W sklepach wędkarskich występują serie haczyków, która kształtem dopasowane są do poszczególnych gatunków ryb. Ostatnimi czasy sporym zainteresowaniem cieszą się gotowe haczyki z żyłką. Dobra marka haczyków połączona z dobrą żyłka nie powinna pozostawić żadnych wątpliwości, tymczasem mimo zainteresowania, wędkarze rzadko decydują się na ich kupno.
Nieduża popularność gotowych przypon najczęściej tłumaczona jest niewielkim polem wyboru komponentów. Takie argumenty najczęściej przywołują wędkarze. Dobierając sprzęt, koncentrują się na jakości i wielkości haków, sposobie wiązania, a także ostry grot. Nawet jeżeli wśród gotowych zestawów uda się odnaleźć haczyk, który będzie spełniał te normy, pojawi się ryzyko związane z jakością samej żyłki. Jeśli jest niezbyt dobrej jakości, naraża łowcę na utratę ryby.
Warto – mimo wszystko – spróbować przekonać się do gotowców. Nawet jeśli po dokładnym przejrzeniu całego asortymentu i propozycji wszystkich dystrybutorów dojdziemy do wniosku, że jest to tylko niewielki wycinek tego, co rzeczywiście jest nam potrzebne, gotowym zestawom przypon nie można odmówić poręczności.
Pudełko dobranych do potrzeb konkretnego połowu gotowców jest niezwykle poręczne i wygodne w użyciu. Wybierając się na połów, warto mieć ze sobą nawet kilka paczek. Najważniejsze w dobieraniu gotowców jest to, by posiadały one mocne haki oraz wysokiej klasy żyłkę przyponową. W gotowcach żyłka Supercup stosowana jest bardzo rzadko, ale jednak jest to możliwe.
Gotowe przypony są jednak znakomitym pomysłem nie tylko dla tych, którzy redukują ekwipunek wędkarski do minimum, ale także dla początkujących, dla których wiązanie haków jest jeszcze cały czas procesem do wyszkolenia. Są solidne, nie rozwiązują się i potrafią zaoszczędzić czas. Pomocne okazują się także w sytuacjach, w których brakuje czasu lub oświetlenie nie sprzyja wiązaniu.
Oczywiście, na etapie zaawansowanym specjaliści polecają naukę wiązania, która dla wędkarza z prawdziwego zdarzenia jest niezbędną umiejętnością. W szczególnych warunkach gotowe przypony to jednak doskonała alternatywa dla tradycyjnych.

Łowienie sandacza

fish-201082_1280

Sandacz to trudna ryba. Niekiedy kilkakrotnie przemieszcza się w okolicach przynęty, czasem nawet jej dotykając, nie chwyta jednak przynęty od razu. Każdy wędkarz ma na pewno swoje sztuczki pomyślane właśnie pod kątem tego gatunku ryby. Bardzo często są one wynikiem wielu lat praktyki.
W języku wędkarzy branie sandacza nazywa się kopnięciem ze względu na charakterystyczną dla niego siłę i nagłość. Częściej jednak jest to delikatne przytrzymanie przynęty, czasem wyczuwalny opór podczas ściągania… Wędkarze często mają wrażenie, że to problem z natrafianiem na większą warstwę mułu. Ponawianie rzutów w te same rejony jest bezskuteczne, sandacz bowiem rzadko ponawia ataki.
Aby zwiększyć swoje szanse, warto wymienić przynętę na inną. Zmiana obiektu może sprawić, że sandacz jednak tym razem zainteresuje się nowym celem. Modyfikować należy nie tylko sam rodzaj przynęty, ale również sposób jej prowadzenia. Większość wędkarzy uważa, że to jedyny sposób, aby zmobilizować sandacza do brania. Jednak i on nie zawsze jest skuteczny.
Na wszystkich zbiornikach ze stojącą lub bardzo wolno płynącą wodą warto zastosować dżigi z antyzaczepami. Jest to rozwiązanie bardzo wygodne, ponieważ pozwala łowić tam, gdzie dżig z odsłoniętym haczykiem utknąłby – takie właśnie są z reguły łowiska sandaczowe. W okolicach takich terenów sandacze przebywają najczęściej, jednak co jakiś czas zmuszone są wypływać na polowanie. Najlepiej łowić je wówczas wykorzystując woblery, najczęściej na podwodnych blatach, niezbyt głębokich, nad którymi cały czas kręcą się małe rybki.
Jeśli sam wobler nie jest wystarczający, można założyć do niego obrotówkę. Dowiązana do zestawu i połączona z woblerem daje potrójny efekt: wibracje, błyszczenie oraz dociążenie. Jest to bardzo ciekawa kombinacja. Nawet pływający wobler, mimo że nie schodzi głęboko, pozwala się dosyć łatwo sprowadzić na niższe partie wody tak, by móc sandacza zaintrygować. Tajemnicą zestawu jest takie łowienie ryby, jakby obrotówki nie było. Skrzydełko nie ma wirować. Celem ataku sandacza ma być wobler, bo to on uważany jest przez rybę za rywala.
Niektórzy wędkarze przyznają, że gdy spinning zawodzi, można zastosować martwą rybkę. Przynętę powinno się wówczas zarzucać na krótko, w miejsca, w których wcześniej występowało branie. Następnie zarzucić ponownie, w inne miejsce. Jeśli sandacz znajduje się w pobliżu, powinien się przynętą zainteresować. Metoda łowienia jest wówczas podobna jak w przypadku łowienia na żywca. Zacinać należy bezpośrednio po braniu.
Trudność, jaka wiąże się z połowem sandacza, wynika z faktu, że ryba ta żeruje w różnych warstwach wody i o różnym czasie. Trudno zatem znaleźć na nią jeden skuteczny sposób. Nawet upał nie przeszkadza im w polowaniach. Potrafią nawet w takie dni polować na drobne ryby tuż pod powierzchnią wody. Nawet doświadczeni wędkarze mylą czasem sandacza z okoniami. Zdecydowanie częściej ryba żeruje nieco głębiej, wybierając porę wieczorną. Jest to związane z lepszą widocznością potencjalnej ofiary.