Surfcasting – czyli łowienie z plaży

surf-fishing-1600712_1280

W Polsce najbardziej popularną metodą łowienia jest metoda na spławik, praktycznie każdy początkujący wędkarz zaczyna od tej metody. Wielu wędkarzy pozostaje przy tej metodzie praktycznie przez długie lata, czatując na płocie czy leszcze w gąszczu przybrzeżnej trawy, lub przy miejskim nabrzeżu jakiejś dużej rzeki. Następnie mamy tych, co łowią na grunt oraz takich, którzy próbują spinningu. Ostatni wymienieni, czyli ci, którzy łowią drapieżniki przy użyciu sztucznej przynęty imitującej małą rybkę lub inne stworzenie wodne, cieszą się chyba największą sławą wśród wędkarzy, no bo jak tu nie być dumnym z kilowego sandacza, czy dużego szczupaka. Ostatnią bardzo mało popularną kategorią wędkarzy są ci, którzy łączą ze sobą elementy wędkarstwa wyczynowego z elementami survivalu. Mowa tutaj o Surfcastingu, czyli wędkarstwie, które polega na zarzuceniu przynęty wprost z plaży. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że surfcasterzy dzielą się na tych, którzy łowią z plaży w ciepłe okresy jak lato czy wczesna jesień, oraz tych, którzy łowią zimą. To są dwie odrębne kategorię wędkarstwa plażowego.
Nadchodzi lato, a wędkarze którzy mieszkają nad morzem, potrafią z głębi Bałtyku wydobyć całkiem spore okazy. Błędna opinia mówi o tym, że w Bałtyku nie ma ryb, a jedyne efekty daje rybactwo lub rejs wędkarski po dorsza, podczas którego kapitan kutra kieruje się wprost na ławicę przy użyciu sondy. Równie dobre efekty łowienia można osiągnąć, zarzucając wędkę z plaży. Potrzebne jest nam odpowiednie ubranie (więcej), porządne wędzisko o sile wyrzutu około 200 gram oraz kołowrotek zdolny pomieścić sporo żyłki. Pierwszą najważniejszą sprawą jest umiejętność obserwowania morza i określenia – gdzie może znajdować się ryba. Mieszkańcy nadmorskich miejscowości potrafią zrobić to bezbłędnie, ale jeśli nikt nigdy nie próbował takiego sposobu łowienia, może zastosować się do poniższych informacji. Najważniejsze jest spojrzeć na morze z góry, czyli w momencie, kiedy schodzimy na plaże, albo stojąc na klifie. Potrzebne jest nam to do określenia położenia mielizny, czyli pasa dna, które jest najpłytsze. Zazwyczaj fale oraz prąd morski tworzą kilka płycizn widocznych gołym okiem. Interesuje nas to, aby przynętę zarzucić za mieliznę, czyli tam gdzie jest głębiej, a równocześnie tam gdzie grupują się stada ryb w poszukiwaniu pożywienia. Kolejną sprawą jest obserwowanie ptactwa wodnego, jeżeli widzimy, że nad danym obszarem morza, latają ptaki warto zainteresować się tą lokalizacją — oczywiście przy rzucie trzeba uważać, żeby nie zahaczyć żadnej mewy czy rybitwy, gdyż konsekwencje takiego ‘połowu’ są przykre w skutkach. Kiedy znaleźliśmy już dobrą lokalizację, mamy wędkę przygotowaną do połowu na grunt oraz przynętę, a jednocześnie jest lato, możemy spokojnie wejść do morza po pas, aby zwiększyć dystans wyrzuconej przynęty. Tutaj jedną z ważniejszych spraw jest umiejętne założenie przynęty, gdyż przy wyrzucie zestawu o masie 150 gram, przy złym założeniu przynęty, nie mamy szans, że cała przynęta doleci na miejsce. Dlatego najlepiej stosować duże przynęty, np. kilkanaście dużych czerwonych robaków, dobrze obwiniętych dookoła haczyka. Pozwoli to nam na spokojne czekanie, bez obaw, że haczyk leży nagi na dnie morza. Inną sprawą takiego sposobu zakładania przynęty jest to, że na branie morskie czeka się znacznie dłużej. Efekty mogą być różne, czasami wyciągniemy garść glonów pomieszanych z głębinowymi patykami, ale czasami wędka wygnie się, a my spędzimy dobrych parę naście minut, aby wyciągnąć dużego okonia, sandacza czy węgorza.

Leave a Comment.